środa, 2 grudnia 2009

Młody Murarz Borowczyka - Socrealizm niemal doskonały

Jeszcze raz pozwolę sobie napisać o aukcji Nautilusa, przy czym od razu się tłumaczę, że robię to w pełni bezinteresownie i nijak nie jestem związany z tym domem aukcyjnym. Piszę za sprawą jednej kapitalnej pracy, która została wystawiona na aukcji. Jest to litografia Waleriana Borowczyka Młody murarz w niedzielę, pochdząca z cyklu Nowa Huta z 1954 r.

Zainteresowanie tej pracy należy się z paru względów: jej niewątpliwej urody, samego autora, oraz relacjach jej z kontekstem historyczno-kulturowym.


                                            Walerian Borowczyk. Z cyklu "Nowa Huta": Młody murarz w niedzielę                                             

Zacznę od skrótowego przedstawienia autora. Walerian Borowczyk (1923 Kwilicz - 2006 Paryż) należy do pokolenia artystów, które wchodziło w pole sztuki w okresie panującego socrealizmu (z tego czasu pochodzi omawiana praca). Studiował malarstwo i grafikę na Krakowskiej ASP, już na studiach rozpoczął pracę nad filmami animowanymi. Jako rysownik współpracował z Nową Kulturą i satyrycznymi Szpilkami. Na początku lat 50. wraz z Janem Tarasinem wydali album rysunków satyrycznych i obydwaj podjęli graficzną próbę sportretowania Nowej Huty. Grafiki nowohuckie prezentują pewne wspólne dążenia artystów i skupienie ich na błahych objawach codzienności. Projektował także plakty filmowe i teatralne.


                                        Walerian Borowczyk, plakat do filmy Sąd Boży

(To przypadek, a nie jakaś moja fiksacja na filmowców, ale) tak jak bohater poprzedniego wpisu Borowczyk znany jest głównie jako filmowiec, jego animowane filmy krótkometrażowe uważane są za arcydzieła gatunku, zaś pełnometrażowe soft-erotyczne za kultowe, to dzięki nim we Francji zyskał sobie przydomek "Boro". Szerszej publiczności polskiej dał się poznać jako autor skandalizujących Dziejów grzechu wg. Żeromskiego. 

Pełne uznanie przyniosły mu krótkometrażowe animacje tworzone wraz z Janem Lenicą, z którym spotkał się jeszcze w "Szpilkach", ich pierwsza wspólna animacja Był sobie raz z 1957 przyniosła im międzynarodowy sukces. Nie chcę tu wgryzać się w szczegóły twórczości filmowej Borowczyka, a zainteresowanych odsyłam do artykułów http://www.mondo-digital.com/immoraltales.html , http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_borowczyk_walerian na you tube'a , na którym znajduje się gross jego filmów. Tyle o samej postaci...

Przejdźmy teraz do grafiki.
Jest to czarno-biała, całkiem spora 35 x 25 cm litografia. Widzimy na niej przedstawionego en face młodego mężczyznę (chłopaka) ujętego w znacznym przybliżeniu. Postać zajmuje ok. 3/4 płyty, resztę artysta pozostawił czystą. Jak informuje nas tytuł przedstawiona postać to młody (ok. 20 lat), nowohucki robotnik, sportretowany przez artystę w dniu wolnym od pracy. Ubrany jest odświętnie ma na sobie ciemną koszulę, białą kamizelkę i marynarkę, szyku dodaje sobie lekko zaciągniętym na czoło kapeluszem i palonym w fifce papierosem. Mimo, że nie widzimy jego oczu - pada na nie cień rzucany przez rondo kapelusza - zdaje się nam, że chłopak właśnie patrzy na nas, śmiało, może nawet nieco bezczelnie. Jego młodzieńcza twarz nie wyraża szczególnego napięcia, raczej jest w jakiś sposób uwodzicielska, tak jakby ów młodzieniec szedł zaraz na potańcówkę lub randkę. Młodzieniec jest raczej typem efeba niż robociarza-stachanowca. Charakteryzuje go dbałość o swój wygląd, jest modnie ubrany, starannie ogolony, a kapelusz wyprofilowany jest tak, by zadać mu pewnego szyku, możemy powiedzieć, że nasz bohater jest swoistym robotniczym dandysem. Proletariackość stylu zdradza nonszalancko palony papieros w fifce, ale nie tylko, mówi nam o tym całość, z tymże by ją wykazać musiałbym przeprowadzić żmudną i nudną analizę, zdaję się tedy na nieśmiertelną kategorię non so che.
Litografia ujmuje widza swoją urodą, na którą składają się dwa elementy. Pierwszy to estetyczna atrakcyjność modela, którą już opisałem, drugim jest kwestia rozwiązań formalnych, które stosuje autor. Grafika urzeka mnie pewną lekkością i prostotą. Lekkość osiąga dzięki kompozycji, doborowi modela, ale także pewnej malarskości w operowaniu plamą i nieprzeładowaniu obrazu szczegółami, które owszem pojawiają się w obrazie, lecz są tylko zasygnalizowane, przez dorbne bliki bieli. Borowczyk do maksimum wykorzystuje możliwości jakie stwarza litografia w grze światła i cienia, przy czym warto podkreślić robi to z niezwykłą starannością i jest do facto jedyny środek jakim operuje budując obraz. Rozmyślnie wprowadził też przyciemnienie tła wychodzące zza ramion modela, wprowadza ten element, by zrównoważyć ciężar kompozycji, by ta "nie waliła się" do dołu. Całość sprawia wrażenie skończoności, a mimo tego praca zachowuje pewien szkicowy i ulotny charakter.

Młody murarz a socrealizm

Analizie formalnej poświęciłem tyle miejsca nie bez przyczyny, dostrzeżenie cech formalnych tej pracy, pozwoli nam dobrze przyjrzeć się skomplikowanym relacjom jakie zachodzą pomiędzy omawianą grafiką, a panującą wówczas doktryną artystyczną. Jak wspomniałem litografię tę cechuje staranność, lekkość i wykończenie. Toż to formalizm, najgorsza herezja względem doktryny, relikt gustów burżuazyjnych. Socrealizm nad formę skończoną i dopracowaną przedkładał niedokonczenie i wulgarność środków (wszak ważna jest idea a nie forma), postulowane były formy monumentalne, a nie lekkie; estetyczna atrakcyjność była potępiana jako burżuazyjna zaszłość. Nową sztukę (jak i całą kulturę wizualną) miała znamionować zunifikowana zgrzebność - zwyczajna brzydota. By się o tym przekonać wystarczy zerknąć do galerii sztuki nowoczesnej w MNW bądź też sięgnąć po Dziennik Tyrmanda, w którym wiele miejsca poświęca on panującej wówczas estetyce oficjalnej. 
A jedank... mamy niewątpliwie do czynienia z dziełem socrealistycznym, którego słuszność została usankcjonowana przez nagrodzenie całego cyklu Państwową Nagrodą Narodową - w końcu taka nagroda to nie byle co. Z resztą nawet pod względem formalnym naszą grafikę możemy ostatecznie uznać jako socrealistyczny utwór. Murarz jest realistyczny? Jest. Lekkość i wrażenie szkicowości możemy określić jako "szkicową poetykę plastyki faktu", a poza tym niż forma, ważniejsza jest treść i ideowość. Tu mamy bowiem do czynienia z utworem socrealistycznie niemal doskonałym.

Przede wszystkim mamy NOWEGO CZŁOWIEKA, człowieka, który swoją egzystencją uwidacznia sukces sztandarowego dzieła Planu 6-letniego - Nowej Huty. Dzięki Borowczykowi jestesmy świadkami cywilizacyjnego skoku, widzimy właśnie przed sobą młodzieńca, który jest znakiem tej przemiany. Z przedwojennej Polski wiejskiej, niezelektryfikowanej, analfabetycznej, zapełnionej głodnymi i bezrobotnymi nieświadomej swej klasowości mieszkańcami, do Polski nowoczesnych i równych obywateli, wyedukowanych, świadomych swej przewodniej siły, aktywnie budujących Nowy ustrój i Nowy Wspaniały Świat. Ten chłopak jest znakiem przemiany - tu piszę już bez ironii, zapewne gdyby nie plan 6-letni i nie budowa Nowej Huty, on tak jak jego ojce siedziałby na wsi, w dzieciństwie pasł krowy, a później może załapałby się do jakiejś roboty. Zapewne byłby analfabetą. Teraz jest człowiekiem miasta, jest nowoczesny. Widzimy to, widzimy to w jego miejskim modnym ubraniu, w gestach i detalach podpatrzonych na filmach (papieros, kapelusz). W dzień Wolny od pracy idzie się zabawić, skorzystać z możliwości jakie daje mu młodość i pozycja społeczna… W świat młodego robotnika, wchodzimy także przez kolejną grafikę z cyklu Stół w hotelu robotniczym mamy na nim przedmioty najbliższe: zegarek naręczny (gdzie jego ojciec mógł pomarzyć o zegarku), wędlina (z tym przed wojną też było krucho), butelka piwa (jedna, a nie jak w zdegenerowanym świecie z lat 30. Linkego setki butelek), papierosy. Skromnie, acz nie nędznie, czysto, prosto, schludnie. Borowczyk pokazuje sukces nowego państwa – nowego porządku w osiem lat po wojnie. 

                                            Walerian Borowczyk, Stół w hotelu robotniczym

[Pomińmy kwestię prawdy w samym obrazie i prawdopodobieństwa wystąpienia takiego obrazu w Nowej Hucie, wszak już Ważyk w Poemacie…. Umówmy się, że leży ona gdzieś pomiędzy cyklem Borowczyka, a Poematem ważykowskim.]

Czy Borowczyk stworzył idealne dzieło socrealistyczne? Czy Młody murarz jest świadectwem sukcesu planu sześcioletniego? 
 To, co pociąga mnie w najlepszych artystycznie dziełach socrealizmu (tak istnieją takie: Postacie Fangora, 3 x TAK Wróblewskiego, gross wierszy Gałczyńskiego) to istniejąca w nich sprzeczność i destruktywność wobec założeń (czy zawsze mimowolna?). Otóż te niemal idealne utwory socrealistyczne, które de facto jako najlepsze konstytuowały gatunek, mogły stanowić za jego paradygmat, jednocześnie anihilowały nie tylko sam socrealizm, ale także cały system, który miały obrazować. Obnażały jego niemożliwość, głupotę, prostackość… Czy mam rację?
Powróćmy na moment do litografii, czy przedstawiony na niej młody, modny chłopak jest ucieleśnieniem ideowego człowieka komunistycznego? Mam wątpliwości. Brak w nim jakichkolwiek cech dystynktywnych, które miałyby świadczyć o jego słusznej postawie, czy widzimy go na zebraniu ZMP? A może właśnie się tam wybiera? Na stole w hotelu robotniczym nie odnajdujemy ani legitymacji partyjnej, ani Historii WKP(b). Przedstawiony jest w niedzielę, też źle (choć przynajmniej w tym stroju z papierosem nie idzie do kościoła), bowiem w niedzielę nie jest on w pracy i nie ma obowiązku uczestniczenia w masówkach. Jego ubranie też nie takie, gdzie jest oliwkowa koszula z czerwonym krawatem? Nie ma zamiast tego widzimy młodzieńca ubranego z pietyzmem według kosmopolitycznej mody (ba! może nawet ubrania te i kapelusz ma zdobyte na ciuchach?) Jego włosy też są zbyt długie, jak na prawomyślnego ZMPowca. W ogóle mamy do czynienia z jakimś niepewnym elementem, bezideowym indywiduum, któremu bliżej jest do Jamesa Dean’a niż do tych, którzy hartowali stal (nota bene pewną uniwersalność owego lekko łobuzerskiego sznytu, z który spotykamy po dwóch stronach żelaznej kurtyny). Młody murarz zdaje się być człowiekiem Wolnym, wymyka się spod ideologii i bliżej mu do współczesnego konsumenta, niż budowniczego świata. I właśnie dlatego praca ta mnie tak urzeka… no, a poza tym jest wyjątkowej urody.

Tu więcej prac Borowczyka

                                             W. Borowczyk  Czołg pokoju z cyklu "Nowa Huta"

                                                                                         W. Borowczyk, Zmienia się krajobraz z cyklu "Nowa Huta"

                                                                                                                                W. Borowczyk, Truman z cyklu: "Portrety" 1952

     

                                                                                                                   W. Borowczyk Pius XII z cyklu: "Portrety" 1952             

http://www.youtube.com/watch?v=Xb_vQKl5RL0    Borowczyk & Lenica Sztandar Młodych                                                                                                                                       

poniedziałek, 9 listopada 2009

Jerzy Skarżyński, czyli polski Irreal w Nautilusie

Przeglądając katalog najbliższej aukcji w krakowskim Nautilusie, moją uwagę zwórciły na siebie dwie prace Jerzego Skarżyńskiego, jednego z polskich nadrealistów. 

          Jerzy Skarżyński, Erotyk, 1969[Nautilus]

                                 Jerzy Skarżyński, Erotyk II, 1969 [Nautilus]

                                                      

Na aukcji wystawiono dwie erotyczne kompozycje Skarżyńskiego z 1969 roku, oby dwie z ceną wywoławczą 5 000 pln. Prace wykonane są techniką mieszaną na papierze i zwracają uwagę organicznością (fallicznością) form i wyzwoloną z okowów mimetyzmu wyobraźnią. 

Warto dziś, w czasie zwrotu ku irrealności, przyjżeć się twórczości Skarżyńskiego. Jest on chyba najmniej obecnym - w świadomości historyczno-sztucznej - artystą z Grupy Młodych Plastyków i późniejszej II Grupy Krakowskiej, z którą związany był od czasów nauki w okupacyjnej Kunstgewerbeschule. Należy zadać sobie pytanie o przyczynę tej nieobecności? Zapewne jedną z nich, są niegaleryjne dziedziny sztuki, którymi głównie zajmował się Skarżyński. Był scenografem teatralnym (Teatr Groteska, Teatr Stary) i filmowym, pracował z takimi reżyserami jak Hubner, Grotowski, Wajda, Polański czy Wojciech Has, z którym współpracował przy dziewięciu filmach m. in. Pamiętnik znaleziony w Saragossie, Sanatorium Pod Klepsydrą. (Dzięki nim, najłatwiej nam się dziś zetknąć z działalnością scenograficzną S.) Drugą domeną Skarżyńskiego było ilustratorstwo prasowe (w latach 1951-59 był rysownikiem Przekroju) oraz książkowe (współracował z Wydawnictwem Literackim). 

http://www.youtube.com/watch?v=KunMKGuXP-Q

Nie jest to jednak przyczyna jedyna. Na uwagę zwraca fakt pewnego zepchnięcia nadrealistycznego nurtu II Grupy na tor boczny wobec prób abstrakcyjonistycznych. Dotyczy to zarówno Skarżyńskiego, jak Erny Rosenstein i Janiny Kraupe-Świderskiej. Do popularnej pamięci zaś przedostali się Mikulski (należy wątpić czy to był najlepszy wybór historii) i Brzozowski (to akurat był wybór najsłuszniejszy). 

Nie należy też pomijać tego, że - powiedzmy szczerze - twórczość polskich surrealistów była poza głównym nurtem sztuki światowej (to urocze zapóźnienie), jak i skazana była nadmiarem literackości, która skutecznie odstrasza krytyków i historyków sztuki - w tym piszącego te słowa. Niemniej jednak, w swoim czasie silnie oddziaływała na świadomość plastyczną polskiej inteligencji, a to za sprawą Przekroju, której red. naczalny Marian Eile (plastyk z wykształcenia) był admiratorem. 

Pierwsze prace Skarżyńskiego, tworzone były niewątpliwie pod znakiem Picassa z lat 30.

                                     Jerzy Skarżyński, Akt, ok 1945 [Polswiss Art]

Szybko jednak wyszedł on z picassowskiej maniery i zwórcił się w stronę form niedookreślonych, w swojej dalekoposuniętej deformacji będących transpozycjami postaci ludzkich, tak jak w prezentowanym niżej rysunku z 1947 roku.

                                            Jerzy Skarżyński, Kompozycja surrealistyczna, 1947 [ Okna Sztuki]

Prace z tego czasu wykazują wiele cech wspólnych z równoległymi pracami Kantora, Kraupe-Świderskiej, czy Brzozowskiego. Dopiero za parę lat ich drogi zaczną się wyraźnie rozchodzić.  Już wtedy u Skarżyńskiego wyraźnie zarysowuje się teatralność ujęcia. Obrazy bądź rysunki "dzieją się" w przestrzeni scenicznej, a widz patrzy na nie z perspektywy widowni.

               Jerzy Skarżyński, Kompozycja surrealistyczna (ilustracja do Przekroju), lata 50/60.  [ Nautilus]

Skojarzenia teatralne, nie opierają się tylko na ujęciu formalnym, widz ma wrażenie jakby znalazł się w magazynie dekoracji teatralnych, gdzie scenograf wedle swojej fantazji zmontował scenografię, tyle że nie z przedmiotów, a z  obrazów wziętych z wielkiego magazynu zasobów kultury i wyobraźni - zauważyć należy, że dość łatwo konotowanych i odczytywanych  przez odbiorcę, co jest znamienną cechą (i słabością) surrealizmu.

Charakterystycznym dla Skarżyńskiego leitmotivem jest upodobanie do erotyki, co znów łączy go z "klasycznym" "freudowskim" surrealizmem. Objawia się ona na wielu płaszczynach i na szczęście nie kończy się banałem (przynajmniej nie zawsze). W latach 60.  jawi się w zamiłowaniu do form falliczno-waginalnych (czy tylko ja mam skojarznia z późniejszymi o 10 lat obrazami Dobkowskiego?), tak jak w prezentowanych we wstępie pracach, bądź też w Akcie z lat 60.... (Nawiasem mówiąc, z przyjemnością przeczytałbym lacanowską interpretację tego niepozornego, acz przyjemnego rysunku! ;)

                                                                           Jerzy Skarżyński, Akt, l. 60

 Inną formę owo zamiłowanie przybrało w przypadku Rozprawki filozoficznej z lat 70. 

                                                         Jerzy Skarżyński, Rozprawka filozoficzna

Tu mieszają się ze sobą, światy teatru (teatralny kostium, ujęcie sceniczne, gesty)  XIX wiecznej literatury (zarówno gatunku salonowego jak i kawalerskiej garsoniery), estetyki retro (kolejny trop Przekrojowy), a zalane to wszystko jest wyobraźnią karmioną fantastyczną literaturą, jak i horrorami filmowymi (których nota bene S. był miłośnikiem) .

Co interesujące Skarżyński zafascynowany był rozrywką popularną. W latach 40. prowadził własny klub jazzowy, był miłośnikiem powieści detektywistycznych, a także miłośnikiem komiksów, co w tamtych czasach nie było popularne w środowiskach elit kulturalnych. Sam był autorem trzech komiksów: Janosika (komiks towarzyszący serialowi), P. E., oraz (mój ulubiony) planszach komiksowych do książki Cortazara Fantomas  przeciw wielonarodowym wampirom. Fascynacja kulturą masową i jej zasobami pozwala nam spojrzeć na Skarżyńskiego jako protoplastę naszych współczesnych młodych nadrealistów (choć stawiam dolce przeciw orzechom, że z bezpośrednią inspiracją nie mamy tu do czynienia).

                                                        Jerzy Skarżyński, projekt okładki Janosika

                                Jerzy Skarżyński, projekt okładki Fantomasa, Wydawnictwo Literackie 1979

Sztuka Skarżyńskiego, jak większość polskiej sztuki sur- i irrealnej skażona jest (jak dla mnie) zbyt dużą dawką literackości i ilustratorstwa i nie chodzi mi o to, że tworzył na styku trzech dziedzin teatru, plastyki i literatury. Raczej ową literackość i ilustratorstwo widzę w samej przestrzeni obrazowej, w rezerwuarze motywów,  w połączeniach między nimi. Opowieści Skarżynskiego często zbyt łatwo się układają. Dotyczy to zwłaszcza prac późniejszych, których poetyka jest podlana zbyt nachalną metaforą, bądź też jest zbyt ilustratorska, naznaczona swoistym horror vacui znaczeń (i znów wracamy do magazynu dekoracji teatralnych). Jest to często grożące niebezpieczeństwo artystom szperającym w wyobraźni, o którym pamiętać powinni Kowalski, Borowski, Waliszewska, Śliwiński et consortes.  Nie znaczy to jednak, że odrzucam Skarżyńskiego... ja po prostu nieufnie podchodzę do nadrealizmu. A Skarżyńskiemu i jego współczesnym pobratymcom należy się zainteresowanie niewątpliwie