piątek, 15 października 2010

Obraz sztuki współczesnej widzianej przez pryzmat krytyki artystycznej w "Wiadomościach Literackich". Czyli magisterka w 2000 znaków

                                          Pierwszy numer "Wiadomości Literackich", winieta z centaurem proj. T. Gronowskiego

      Nawiązując do tytułu pracy, mogę rzec, że zarysowałem szkic obrazu sztuk pięknych jaki wyłania się ze stron pisma. Podsumowując, pozwolę sobie na syntetyzującą całość metaforę. Jeśli spróbowalibyśmy zwizualizować ten obraz, to w centrum jego kompozycji znalazłby się szeroko pojmowany neoklasycyzm (Rytm i rzeźbiarze) urozmaicony przez odrębne acz wyraźne punkty – dekoracyjnego malarstwa o stylizacji ludowej uosabianego przez Zofię Stryjeńską i lirycznego neorealizmu reprezentowanego przez Rafała Malczewskiego. Po lewej stronie znajdywałaby się silna dominanta polskich kolorystów i postimpresjonistycznej, ekspresyjnej École de Paris dla której tłem byliby impresjoniści i czerpiący ze sztuki francuskiej XIX-wieczni artyści polscy (Michałowski, Gierymski) a także przedstawiciele TAP Sztuka (Pankiewicz, Wyczółkowski). Po przeciwległej stronie, kompozycję (nie w pełni) równoważyliby historyzujący, literaccy malarze Bloku(ZAP) wzmocnieni przez drzeworytników z Rytu i rodzimych projektantów Ładu, wyróżniającym się punktem po tej stronie obrazu byłby bliski estetyce Bloku(ZAP) rysownik i karykaturzysta Zdzisław Czermański. Powracając na lewą stronę kompozycji, odnaleźlibyśmy tam niewielki akcent artystów awangardowych, wyraźniejszy dzięki obecności modernistycznych architektów. Z kolei po prawej stronie zauważylibyśmy wyraźne punkty neoromantycznego Malczewskiego, na wskroś młodopolskiego Wyspiańskiego i antykwarycznego Noakowskiego. Obraz ten byłby dynamiczny i migotliwy. Na jego ostateczną formę wpływaliby jeszcze artyści, których obecność przejawiała się głównie w warstwie wizualnej pisma. Licznie reprodukowane portrety Witkacego dodawałyby mu ostrości, rysunki satyryków: Daszewskiego, Zaruby a przede wszystkim Eilego dowcipu i lekkości, a reklamy Gronowskiego eleganckiego poloru. Krytyka artystyczna ze swojej istoty powiązana jest z aktem sądzenia. Historykowi sztuki sądzenie wywołuje w pamięci obrazy Sądu Ostatecznego, których stałym elementem ikonograficznym jest piekło – przestrzeń dla potępionych. I na naszym obrazie odnaleźlibyśmy je, znajdywałoby się w prawym, dolnym rogu kompozycji – znaleźliby tam swoje miejsce epigoni z Pro Arte, miłośnicy z Zachęty jak i kunsthändlerzy z Montparnasu, wyraźną pozycję zajmowałby Szukalski wraz z uczniami, a w samym jego centrum odnaleźlibyśmy Tadeusza i Adama Styków.


Rytm najsilniej reprezentowane ugrupowanie polskiej sztuki w piśmie
dobra sztuka ilustrowała nie-historyczno-sztuczne artykuły
Autorzy "Wiadomości" byli portretowani często i gęsto. Tu Boy-Żeleński spod ręki Witkacego
Tu zaś Słonimski by Edward Głowacki, który sportretował całego Skanandra i nie tylko
Karol Hiller pojawiał się nie jako bohater tekstów, a ilustrator artykułów o Łodzi
Rafał Malczewski, obok Stryjeńskiej i Czermańskiego najsilniej reprezentowany polski artysta
Z kolei w przypadku rzeźbiarzy nikt nie przeskoczył Augusta Zamoyskiego
Futuryzm nie objawiał się silnie w tygodniku, ale nie mogłem podarować sobie tego fenomenalnego autoportretu Prampoliniego. Bynajmniej nie towarzyszył on artykułowi o plastyce, a o teatrze
On był Wellsitą i czytał Russela - kto oczywiście Młodziak
Od końca l. 20. zachwycano się Kulisiewiczem
... i Konarską (od 1934 żoną Słonimskiego, wcześniej dziewczyną Wierzyńskiego)
Chwistek pełnił rolę szczególną, nie był recenzowany często jako artysta, acz jego prace pojawiały się w tygodniku często - tu w kontekście artykuły Boya "Zmysły... Zmysły"
Cukier krzepi, kampania reklamowa polskiego przemysłu cukrowego. Hasło - Jarosław Iwaszkiewicz, oprawa graficzna ??
Fotomontaże w tygodniku były rzadkością, acz w 1932 publikowano cały cykl Mieczysława Choynowskiego
Specialite de la maison Wiadomości w latach 30. była ich Witryna, proj. m. in. przez Hryniewieckiego, MeWę (Manteuffel-Wajwód), Zarubę. Witryna stanowiła plastyczne streszczenie tytułu. Ta towarzyszyła "Mojej podróży do Rosji Słonimskiego". Proj J. Hryniewiecki. Zagadka kto jest autorem głowy Słonimskiego?
ta duetu MeWa. Papieroplastyka w pełnej krasie.

Ziemiańska - nieformalna siedziba Grupy Trzymającej Władzę. reklama proj. T. Gronowskiego

Tytus Czyżewski był jednym z autorytetów plastycznych "Wiadomości" w l. 30. Tu jego obraz wielopłaszczyznowy, acz kwoli sprawiedliwości napisać trzeba, że częściej pojawiały się jego płótna kolorystyczne
Krytyk Wiadomości (skądinąd znany) Mieczysław Wallis zapałał wielką sympatią do Bronisława Linkego. I słusznie
Księżniczka była tylko jedna! Stryjeńska była najszerzej (i liczniej) omówinym artyst(k)ą II RP 

poniedziałek, 11 października 2010

Utyskiwania tetryka czy tyrada Naphty? O "Kryzysie muzeów" Jeana Claira

Nieczęsto zdarza mi się mieć tak silne i przeciwstawne emocje dotyczące książki, jak w trakcie lektury eseju Jeana Claira Kryzys muzeów. Książka ta, wydana rok temu przez Terytoria jest drugim (po De immundo) przetłumaczonym na język polski tytułem francuskiego krytyka. Znów mamy do czynienia z nieprzejednaną krytyką współczesnej sztuki i polityki kulturalnej. Po powierzchownej lekturze książek Claira możnaby nabrać przekonania, że są to wywody uprzedzonego do teraźniejszości tetryka, tak jednak nie jest. Jakkolwiek dziś bezpardonowo atakuje współczesną kulturę i jej instytucje, o tyle sam poświęcił jej swoje życie – był m. in. twórcą Muzeum Picassa i kuratorem 100. Biennale w Wenecji, już ta sprzeczność (a ze sprzecznościami w trakcie lektury będziemy spotykać się nagminnie) sprawia, że warto zwrócić uwagę na jego wywód.
Kryzys muzeów powstał w reakcji na decyzję o utworzeniu „Luwru” na budowanej, „Rajskiej Wyspie” w Abu Zabi, tam wśród luksusowych hoteli, rezydencji i centrów handlowych stanąć ma filia najsławniejszego paryskiego muzeum. Francuzi w zamian za długoletnie wypożyczenie dzieł Luwru oraz udostępnienie marki muzeum zainkasowali miliard euro. To właśnie akt kulturowej symonii sprowokował Claira do napisania eseju, w którym próbuje postawić diagnozę dzisiejszego upadku muzeów.

„Przyjemność zwiedzania muzeum zamieniła się ostatecznie w mękę: niekończąca się kolejka, a potem tłum, zamęt, tumult”, tak Clair odczuwa obecność w dzisiejszych placówkach kultury. Czuje się tam obco, jako przedstawiciel elity – „klasy skazanej tylko na przetrwanie” cierpi pod naporem mas, „hałaśliwych”, „śmierdzących”, „wygłaszających bzdurne komentarze o marmurowym pośladku”. We współczesnych muzeach dostrzega przede wszystkim parki masowej rozrywki, w których nadrzędnym celem jest bycie „cool” i dostarczanie „fun”. W takich okolicznościach eksponaty tracą swoją pierwotną moc, stają się tylko wypełnieniem ekscentrycznych „architektonicznych skorup” o modnym dizajnie. Dzieła stają się gadżetami, którym towarzyszy trywialny komentarz podporządkowany aktualnej modzie intelektualnej. A polityka kulturowa państwa zwraca się co raz wyraźniej w stronę „ekonomiki niematerialnego”, w której istotą dóbr kultury jest wyrafinowane pomnażanie PKB.

Claira irytuje obłudna retoryka dotycząca instytucji kulturalnych, które im bardziej przemieniają się w supermarket, tym bardziej szarżują wielkimi hasłami „muzeum otwartego”, „muzeum agory”, głoszącego „uniwersalne” wartości kulturowe. Twierdzi, że współczesna polityka muzealna, uniemożliwia poznanie i zrozumienie, nie tylko dzieła, ale także kontekstu w jakim powstało oraz osławionego „Innego”. Udowadnia na przykładzie Muzeum Branly, prezentującego kultury Azji, Afryki, Ameryk i Oceanii, jak pod szczytnymi hasłami utrwala się frankocentryczna ignorancja kulturowa. Jak przepojone postkolonialnymi dyskursami muzeum de facto kolonizuje kultury obce, jak sprowadza obiekty kultu, do „kulturalnych fetyszy”.
Znaczną część eseju zajmują refleksje dotyczące inflacji obrazów, które straciły swoją magiczną moc, przyciągania tłumu i hipnotyzowania go. Autor z nieskrywaną fascynacją opisuje wiarę w siłę wizerunku, jaka cechowała dawne społeczności. Z dużą rewerencją pisze o muzułmanach trwających wciąż przy ikonoklazmie, przykładających po dziś wielką wagę do zakazu obrazowania boga. Hiperinflacja wizerunków która dokonała się w epoce nowoczesnej, oraz postrzeganie sztuki tylko w kategoriach estetycznych, sprawiły że obrazy straciły w kulturze europejskiej swoje znaczenie. Artyści wytwarzający obrazy, pozbawione mocy symbolicznej, sięgają po co raz silniejsze (pozornie) prowokacje. Brud, ludzkie wydzieliny, profanacje, które pretendują do bycia bluźnierstwem, są najwyżej tanim wulgaryzmem. By być bluźnierstwem, obiekty (bądź idee) które rzekomo przeklinają musiałyby być obiektami kultu, są zaś w najlepszym wypadku przedmiotami estetycznymi, a jeszcze częściej podlegającymi „ekonomice niematerialnego” „produktami kulturalnymi”. Mimo iż całe życie poświęcił sztuce nowoczesnej, to właśnie nią uznaje za winną obecnemu zubożeniu kultury.

W swoich diagnozach wielokrotnie wydaje sądy sprzeczne. Raz poddaje totalnej krytyce muzealną praktykę przeniesienia obiektów z pierwotnego kontekstu do zbioru muzealnego, co stanowi istotę nowoczesnego muzeum. By za parę stron idealizować dziewiętnastowieczne muzea. Z pasją atakuje frankocentryzm Muzeum Branly, a samemu z wyższością pisze o amerykanizacji, albo straszy kobietami w chustach z torbami znanych marek. Kulturę oświecenia oskarża za laicyzację kultury i jej obecny upadek, a zarazem z nabożną czcią pisze o Wolności, Równości i Braterstwie. Takich sprzeczności, a czasami niedorzeczności sądów, które solidnie potrafią zirytować, w tej krótkiej książeczce spotykamy dużo, bardzo dużo. Niemniej jednak jest to lektura fascynująca, którą powinniśmy uwzględniać (acz nie musimy się z nią zgadzać) w toczonych u nas debatach dotyczących budowanych, bądź istniejących już muzeów. Muzealni polemiści, którzy prezentują różne wizje funkcjonowania muzeów, zgadzają się co do jednego – muzeum musi być atrakcyjne, w największym stopniu inkluzywne, a ekspozycje korzystając z nowoczesnych mediów mają zainteresować jak najszerszą publisię. No właśnie czy koniecznie musi? Czy najważniejsze w kulturze, jak sugeruje NCK, jest to, że się l i c z y ?

Esej napisany jest językiem wysokim, pełnym słów o najcięższej wadze. Naród, Sztuka, Sacrum, Kultura etc. Co rusz natykamy się na erudycyjne wycieczki, Clair przywołuje Biblię, Monteskiusza, Brocha, Manna i wielu zacnych (w tym szczególna rola przypada Pomianowi). Są w niej bodaj wszystkie znane chwyty retoryczne. Wskazywałoby to, że mamy do czynienia z ze swoistą konserwatywną Pimkowszczyzną – oj nie. To nie swojski nudziarz Pimko, ale sam jezuita Naphta do nas przemawia. Jak to się dzieje? Po prostu Clair świetnie pisze, (a Jan Maria Kłoczowski bardzo dobrze tłumaczy).